Zaznacz stronę

Wiecie, co mnie ostatnio naprawdę przeraża? Ceny „oferowane” przez niektóre, a może wręcz wszystkie po kolei, biura pośrednictwa w handlu nieruchomościami.

Dzisiejszy wpis będzie szczery, pisany od serca i bez owijania w bawełnę. Jako osoba zainteresowana budową domu siłą rzeczy co jakiś czas przeglądam rozmaite oferty pośredników, choćby dla rozeznania, jak przedstawiają się oferowane projekty, jak wygląda 10-letni dom, jak 20-letni, jak wygląda usytuowanie domu na działce siedmioarowej, a jak na dwudziestoarowej i tak dalej…

Naprawdę, włos się jeży na głowie. Jeszcze w przypadku „gołych” działek można to jakość znieść, choć i tutaj niektóre „atrakcyjne” oferty typu 200 000 złotych za krzywy skrawek ziemi na którym bezczelnie stoją jeszcze słupy energetyczne średniego napięcia… Natomiast szczytem są oczywiście ruiny domów określane jako „klimatyczne rezydencje do lekkiego odnowienia” albo jakieś nieudane i niewykończone projekty typu „romantyczny dworek do zamieszkania od razu”.

Nie wiem, kogo oni chcą naciągnąć, rzucając ceny typu 800 000 zł przecenione na 699 999 zł, ale na pewno nie mnie. Przecież za dosłownie ćwierć tej ceny można już coś budować samemu. Pytanie do pośredników nieruchomości, którzy również odwiedzają naszego bloga: po co w ogóle to robicie? Ktoś serio kupuje tego typu obiekty? Czasami widać, że część, jak nie większość tego typu ofert stoi wystawiona na stronie latami, nieudolnie szukając ostatecznego nabywcy…