Zaznacz stronę

… oczywiście chodzi o ten nieszczęsny dojazd do działki, a dokładniej to albo własność działki pod drogę, albo wytyczenie tak zwanej służebności drogi (czyli ograniczonego prawa rzeczowego w rozumieniu prawa cywilnego) po działce sąsiada. Jeden stanowczo odmawia w tym względzie jakiejkolwiek prawdziwej współpracy, z drugiej zaś strony mam do czynienia z drogą w nieprawdopodobny wręcz sposób poszatkowaną, tzn. taką, że gdybym chciał się tam „podłączyć” ze swoją służebnością, to musiałbym to zrobić łącznie z około siedmioma różnymi właścicielami, a co jeden to większe kłopoty.

Biorąc to pod uwagę, mimo że mam z grubsza już obrane materiały budowlane, to takie kwestie muszą jeszcze zaczekać aż w końcu się okaże, co z tą drogą. Jest jeszcze trzeci wariant, na swój sposób gorszy niż dwa wyżej opisane i dość kosztowny, ale jednak bardziej realny w sensie dogadania się z drugim człowiekiem, niż sprawa tych nieszczęsnych dojazdów po polach sąsiadów.

Eh, jeszcze na dobre nie rozpocząłem procesu inwestycyjnego, a tu już takie utrudnienia. Pewnie zanim postawię w domu stół, łóżko, lodówkę i komputer, trochę się jeszcze trzeba będzie namęczyć… ale z drugiej strony, czy ktoś mówił mi, że ma być łatwo? A zatem koniec marudzenia, zakasuję rękawy i do przodu!